Wyróżnienia main-eventu po gali Heroes Of Honor

To nowość na stronie. Po każdej gali UFC, organizacja rozdaje bonusy po 50 tys. dolarów czterem zawodnikom (choć może się zdarzyć, że jeden zawodnik dostanie naraz 2 bonusy): dwóm za walkę wieczoru i dwóm za występ (widowisko) wieczoru. Wprawdzie nie dysponuję dwustoma tysiącami dolarów, ale kto zasługuje na szczególne pochwały po gali Heroes Of Honor?

Walka wieczoru

Honorio Banario pok. Adriana Panga przez decyzję (niejednogłośną)

Bez wątpienia- obaj zawodnicy zasłużyli na ogromne brawa. Mimo, iż ani Papuańczyk, ani Filipińczyk nie są zawodnikami, których najmocniejszą stroną jest walka na nogach, zagwarantowali kibicom świetne widowisko. Pierwsza runda była dosyć spokojna. Adrian Pang wyraźnie chciał narzucić swój styl w stójce: głowa blisko głowy i grady ciosów z bliskiej odległości. Zupełnie inny plan na walkę miał Banario, który trzymał dystans i szukał wysokich kopnięć. Jedno z nich doszło do celu i wyraźnie naruszyło Papuańczyka, po c k. Pang chciał skrócić dystans, jednak bez większego rezultatu. Rundę wygrał Honorio Banario, głównie z powodu znacznie większej ilości kopnięć: high- i middle- kicków, przy jednocześnie dosyć wadliwej gardzie Papuańczyka.

Na początku drugiej odsłony Pang przyspieszył, i był wyraźnie zdenerwowany pasywnym stylem i uciekaniem Filipińczyka. Niemal przez całą rundę chciał skracać dystans i terroryzować w półdystansie Filipińczyka. Banario jednak walczył mądrze, nie przejmował się prowokującymi gestami Panga i regulował dystans kopnięciami- głównie lowkickami, ale kilka kopnięć trafiło również w głowę. Papuańczyk nie dał jednak za wygraną i rozpoczął szturm, w którym kilkukrotnie trafił Banario poważnymi ciosami na korpus. Walka zaczęła się przechylać na korzyść Adriana Panga.

Pang kontynuował swoją strategię z 1 i 2 rundy- nadal polował na Banario, by wciągnąć go w bezpośrednią wymianę ciosów. Oczywiście, Banario wcale się do takowej nie kwapił. Papuańczyk wywierał coraz większe ciśnienie na Filipińczyku i wystrzeliwał gradem uderzeń oraz kopnięć. Jednak nie wszystkie trafiły celu. Honorio Banario trafił kilka razy- głównie w kontrze oraz lowkickami, które “odstraszały” Panga, jednak te ciosy i kopnięcia nie zrobiły większego wrażenia na przeciwniku. Rundę punktowałem dla Panga za jego agresywność.

Sędziowie nie wypunktowali pojedynku jednogłośnie. Dwójka z nich wypunktowała pojedynek dla Filipińczyka, ale wiele osób (w tym ja) uważa, że to Pang powinien wyjść zwycięsko. Choć pojedynek był znakomity, pozostaje drobny niesmak. Papuańczyk był bardziej chętny do wymian bokserskich, z kolei taktykę Banario można określić jako hit and run, szczególnie w 2 i 3 rundzie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Występy wieczoru

Marat Gafurov pok. Emilio Urrutię przez poddanie w rundzie 1 (trójkąt rękami)

To pierwsza walka Rosjanina po sensacyjnej utracie pasa z Martinem Nguyenem i zarazem pierwszej porażce w karierze. Nie dał kompletnie żadnych szans mniej doświadczonemu Emillio Urruti. Urrutia rozpoczął walkę mocnym lowkickiem, który nieco uszkodził Rosjanina. Niefortunnie dla Amerykanina- następny lowkick został przechwycony przez byłego mistrza i doprowadził do walki na ziemii, czyli tego, w czym Gafurov jest najlepszy. Gafurov podkręcił tempo i po dojściu do dosiadu spuścił kilkadziesiąt młotków na twarz Amerykanina, uniemożliwiając zarazem wyjście. Wnet przedostał się do pozycji bocznej i zapiął ciasny trójkąt rękami bezradnemu i ogłuszonemu Emiliowi.

Niewykluczone, że Gafurov dzięki tej wygranej utorował sobie drogę do rewanżu z Martinem Nguyenem o pas mistrzowski kategorii piórkowej. Co ciekawe, przerywa serię sześciu zwycięstw, w których udusił przeciwnika zza pleców.

Kevin Belingon pok. Andrewa Leone przez TKO w rudzie 2 (uderzenia i kolana w parterze)

Od początku przewaga Filipińczyka była wręcz druzgocąca. Belingon natychmiast narzucił tempo i styl walki. Do głowy Amerykanina dotarło sporo ciosów i wysokich kopnięć, na które próbował odpowiadać lowkickami- jednak bez większego rezultatu. Leone próbował oczywiście obaleń, które miałyby sprawić kłopoty Filipińczykowi- nic z tych rzeczy! Żadna z prób nie była udana chociażby w połowie, a wydawało się, że każda kolejna jest bardziej rozpaczliwa. Belingon z łatwością rozrywał sprowadzenia i odpowiadał ciosami, którymi odebrał nadzieję na pozytywny rezultat 28-latkowi, albo chociaż na chwilę walki w jego ulubionej płaszczyźnie, czyli oczywiście w parterze. W końcu walka przeniosła się na ziemię… ale z Belingonem u góry. Filipińczyk obijał raz po raz Leone’a, do głowy Amerykanina dotarło również kolano. Po wznowieniu, czyli w czwartej minucie było dosyć spokojnie. Pod koniec pierwszej odsłony Belingon znowu znalazł się na górze i wykonywał “swoją robotę”. Filipińczyk po całkowitej deklasacji we wszystkich płaszcyznach wygrał tę rundę- i to bardzo wyraźnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Filipińczyk w drugiej rundzie był już spokojny o wynik walki. Początek rundy był spokojny- nie doszło do żadnej wymiany, Filipińczyk trafił trzy razy kopnięciami. Wnet- zastosował swoją firmową technikę, czyli obrotowy middlekick, po którym Amerykanin poleciał na drugi koniec ringu- dosłownie! Trenujący w Team Lakay zawodnik znalazł się ponownie na górze i znowu zasypywał ciosami oraz łokciami Amerykanina przy linach. Bezpośrednim powodem, dla którego sędzia Olivier Coste przerwał tę krwawą łaźnię było jedno z kolan, które rozbiło twarz Amerykanina.

Belingon podkreślił wyśmienitą dyspozycję i zaliczył 5 zwycięstwo z rzędu. Jeśli głównodowodzący organizacji nie kłamał podczas konferencji prasowej przed galą, dostanie on szansę rewanżu z Bibiano Fernandesem. Oczywiście o pas mistrzowski.

Pełne wyniki gali: tutaj

 

 

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *