Pozostałe walki gali Iron Will ogłoszone (cz. 1)

IRON WILL

Organizacja Victora Cui bardzo szybko ogłosiła wszystkie walki gali Iron Will, która odbędzie się 24 marca w Impact Arenie w Bangkoku. Został oficjalnie potwierdzony main-event, o którym mówi się już od dawna, a także bardzo interesujący debiut zawodnika brazylijskiego jiu-jitsu.

-O main-evencie gali Iron Will, która odbędzie się za dwa tygodnie było wiadomo już bardzo dawno. Nic dziwnego, bowiem walka (a raczej superwalka) o pas mistrzowski wagi koguciej pomiędzy Martinem Nguyenem, który posiada już pasy wagi piórkowej i lekkiej (zarówno przeciwko Gafurovowi, jak i Folayangowi Australijczyk był sporym underdogiem, może się także pochwalić stuprocentowym kończeniem walk), a byłym mistrzem organizacji Dream, Bibiano Fernandesem, który dominuje od początku swojego bytu w singapurskiej organizacji, ma 13 walk z rzędu i najwięcej obron pasa w historii ONE- 6.

W formę Brazylijczyka trudno zwątpić. Jak już wspominałem- ma 13 wiktorii z rzędu, a ostatni raz przegrał w organizacji K-1… siedem lat temu. Można powiedzieć też, że zakończył nieoficjalny etap w swoim życiu, kiedy to prawie każde jego zwycięstwo odbyło się przez decyzję. Teraz dużo śmielej wykorzystuje swoje umiejętności parterowe i poddaje przeciwników na różne sposoby- RNC, kimura, trojkąt nogami, ale od pewnego czasu również nieco poprawił swoją stójkę. Ostatnio był widziany w sierpniu, kiedy to przez duszenie zza pleców poddał Andrewa Leone w niecałe 2 minuty. Jedynym małym znakiem zapytania w jego 6 obronach pasa jest decyzja z Reece’m McLarenem, który dziś wygrał.  Niektórzy niekoniecznie widzieli w tej walce zwycięstwo Bibiano Fernandesa. Nie wydaje mi się, żeby Fernandes musiał próbować jakiejś czarnej magii do pokonania Nguyena. Wystarczy dobra jak zawsze walka na ziemi (i śmiała!), uważna stójka i wyciągnięcie wniosków z błędu Folayanga i Gafurova.

Martin Nguyen jest teoretycznie underdogiem w tej walce. Ale tak samo nikt na niego nie stawiał w walce z Gafurovem, a jednak zrewanżował się za porażkę sprzed dwóch lat i zadał pierwszą zawodową porażkę Rosjaninowi. Mimo zdobycia dwóch pasów oraz odprawienia praktycznie całej ówczesnej czołówki wagi piórkowej, Australijczyk pochodzenia wietnamskiego ma jeszcze sporo do poprawienia w swoich walkach. Można go wręcz uznać za szczęściarza, bowiem jego umiejętności zapaśniczo-parterowe zostały dosyć ostro sprawdzone w pierwszej rundzie walki z Gafurovem, a pierwsza runda walki z Folayangiem, która choć opisywana jest na stronie organizacji jako “tremendous“, czyli wspaniała, najciekawsza wcale nie była. Ale jak już doszło do porządnej bitwy, to Nguyen przegrywał. Ale obaj przeciwnicy nieco zlekceważyli Martina Nguyena, co przypłacili nieprawdopodobną celnością, precyzją i siłą jego ciosu. Jego grappling nie jest najgorszy, natomiast starcza “najwyżej” na utorowanie sobie drogi do pasa. Raczej boję sobie pomyśleć, jak by skończył Nguyen, gdyby wpadł na pomysł sprowadzenia walki do parteru z Bibiano Fernandesem, jednym z najlepszych zawodników BJJ.

Najgorsze co może zrobić Brazylijczyk, to spokojnie próbować wytrwać do decyzji, uciekając w stójce (lub wdawać się w niesamowite boje w tejże płaszczyźnie, choć z gardą Australijczyka różnie bywa) i od czasu do czasu obalać. Będzie to zapewne kolejny pojedynek z cyklu grappler kontra stójkowicz. Ale nie można wykluczać Nguyena w parterze, ani Fernandesa w stójce (albo jak kto woli- błogosławić Nguyena w stójce). Nguyen w tańcu się nie pier…. i pierwsze lepsze uchybienie Fernandesa może bezwzględnie wykorzystać. Jeśli grappling Nguyena okaże się rzeczywiście bardzo wadliwy, to były mistrz DREAM. może wyłuskać decyzję, ale ja na jego miejscu dążyłbym do jak najszybszego poddania. Bo im mniej czasu, tym mniej sytuacji do nokautu. Szczegółową analizę tej superwalki wrzucę przed galą Iron Will

Przewidywane kursy: Bibiano Fernandes- 1.64, Martin Nguyen- 2.56

-Nie spodziewałem się, że debiut Garry’ego Tonona zostanie wyceniony aż na co-main event gali z pasem mistrzowskim. Kto bardziej interesuje się brazylijskim jiu-jitsu powinien kojarzyć to nazwisko. Ma czarny pas i choć zalicza swój zawodowy debiut w MMA, jest znany azjatyckiej publiczności. W sierpniu poprzedniego roku wygrał z Shinyą Aoki w pojedynku na zasadach grapplingu przez hak na piętę (heel hook). W ogóle Brazylijczyk jest znany ze stosowania rozmaitych dźwigni i haków na nogi. Były trzykrotny mistrz organizacji EBI wygrał także z dwoma zawodnikami UFC: Beneilem Dariushem, Gilbertem Burnsem i Marcinem Heldem. Sądząc po tym, jak wysoko został umieszczony pojedynek z jego udziałem, Brazylijczyk jest naprawdę promowany, a ONE chętnie zrobi z niego gwiazdę, który będzie czymś więcej, niż eksperymentem na dwie-trzy gala, jak to czasami bywa. Niewykluczone też, że będzie przeplatał walki w MMA z walkami na zasadach grapplingu, w co ostatnio celują włodarze ONE.

Zawodnikowi, który nie stoczył jeszcze żadnego pojedynku w MMA, dawanie przeciwnika to taka gra na chybił-trafił. Znakomity grappler nie zawsze oznacza znakomity zawodnik MMA, ale transfery z grapplingu, boksu tajskiego, które ONE w ostatnich czasach chętnie realizuje często okazują się naprawdę dobre. Co więc dać takiemu zawodnikowi jak Garry Tonon? Zawodnika, który ostatnio jest w bardzo dobrej formie i po mału zbliża się do pasa, czy może pierwszego lepszego zawodnika z rekordem 0-1, 1-0 lub 1-1? Richard Corminal, kozioł ofiarny promocji Gary’ego Tonona jest zawodnikiem raczej tej drugiej opcji. Ma rekord 4-3, włączając w to ostatnie dwie porażki: z Shannonem Wiratchaiem i Arnaudem Lepont. Niewykluczone jest jednak, że Corminal, próbujący się utrzymać w singapurskiej organizacji sprawi sporo problemów Garry’emu Tononowi, bowiem wszystkie 4 zwycięstwa odniósł przez nokaut, a stójka przeciwnika jest zapewne znacznie gorsza. Stawiam jednak na Tonona, który udanie zadebiutuje w MMA, zwłaszcza, że w ostatniej w walce wygrał z legendarnym Shinją Aoki.

Przewidywane kursy: Garry Tonon- 1.45, Richard Corminal- 3.23

-po bohaterach następnego pojedynku można się spodziewać sporych wymian stójkowych. Dejdamrong Sor Amnuaysirichoke, pierwszy mistrz wagi słomkowej stoczył ponad 300 pojedynków w boksie tajskim i dysponuje ogromnym doświadczeniem. W ONE stoczył 11 pojedynków, z czego 8 zakończył z tarczą. W ostatniej walce musiał uznać jednak wyższość Riku Shibuyi, z którym przegrał przez ekspresową gilotynę. Czego można się spodziewać od zawodnika z ciekawym nazwiskiem? Przede wszystkim bardzo dużej szybkości uderzeń, dziesiątek kombinacji z sierpami i kolanami w roli głównej. Reprezentant Evolve MMA również chętnie stosuje lowkicki i soccer kicki w swoich walkach. Jednym słowem: stójka totalna. Największym problemem Taja wydaje się być parter. Wprawdzie ma na swoim koncie również 2 poddania, ale było to bardzo dawno temu, na dodatek z przeciwnikami wątpliwej klasy. W międzyczasie Yoshitaka Naito i Riku Shibuya wygrali z “Kru Rongiem” przez poddanie.

Absolutnym underdogiem w tym starciu będzie Jeremy Miado. Filipińczyk ma wprawdzie doświadczenie w sportach uderzanych: w muay thai i boksie, ale jest ono nieporównywalne z doświadczeniem “Kru Ronga”. Jest byłym mistrzem organizacji Blaze FC, ale trudno to uznać za niebywałe osiągnięcie, bowiem organizacja zorganizowała tylko jedną galę. Wtedy też Miado odniósł największą swoją wygraną: z Muhammadem Imranem, który niedawno rozpoczął swoją przygodę z singapurską organizacją. Nieudanie. Do momentu, kiedy podpisał kontrakt z organizacją ONE, Miado był niepokonany. Jednak pierwsze dwa pojedynki zakończyły się na niekorzyść “Jaguara”. Najpierw uległ przez niejednogłośną decyzję Robinowi Catalanowi, a później przez nokaut w drugiej rundzie z bardzo dobrze zapowiadającym się Pingisiri Mitsatitem. Styl walki “Jaguara” różni się od “Kru Ronga”. Miado preferuje znacznie spokojniejszą i bardziej metodyczną stójkę.

Jedyne szanse, jakie widzę u Jeremy’ego Miado to parter, bowiem stójka Taja jest bez porównania lepsza. Ale i jego sprowadzenie nie jest łatwym zadaniem, ponieważ próba sprowadzenia to od razu narażanie się na jego rozmaite kopnięcia i łokcie z góry.

Przewidywane kursy: Dejdamrong Sor Amnuaysirichoke- 1.18, Jeremy Miado- 6.67

Alain Ngalani to jedyny w swoim rodzaju celebryta, a zarazem najbardziej rozpoznawalna postać wagi… ciężkiej, półciężkiej, średniej? Ciężkiej, choć w swojej karierze przegrywał z przeciwnikami dużo lżejszymi. Największym atutem Kameruńczyka reprezentującego Hong Kong jest dewastująca siła ciosu i kopnięcia i potężna masa. Ma nawet swoje firmowe kopnięcie “The Jaguar High Kick”. Kiedyś nawet wygrał w kickboxingu (w którym- bez żartów- szło mu naprawdę dobrze) z Bobem Sappem! (Ngalani to taka wersja super light Amerykanina, który ma 14 porażek z rzędu i kondycję na 20 sekund walki). Wady? No tutaj można wskazać wiele więcej. Brak parteru, kondycja starczająca na 2 minuty walki i brak większego planu na walkę. Czego się spodziewam po Hongkończyku w tej walce? Tego co zwykle. Nie sądzę, że zmieni się wyraźnie na lepsze, szczególnie dlatego, że za nie tak długo stuknie mu pięćdziesiątka. Ale i tak będzie oprócz Brandona Very

Jego przeciwnik to Ariunbold Tur-Ochir, dla którego będzie to debiut w singapurskiej organizacji. Nie wiadomo o nim zbyt wiele. W swojej zawodowej karierze zawalczył tylko raz, na mongolijskiej, regionalnej gali MGL-1 Fighting MMA Championship… w 2015 roku. Wygrał z Tumurkhuyagiem Ganbayarem przez jednogłośną decyzję. 28-latek występuje z natury w wadze półciężkiej. Nie widziałem walki Mongoła (bo nigdzie jej nie znalazłem), więc mogę co najwyżej snuć domysły, że ma lepszą kondycję od Ngalaniego i jak zwykle kondycja Hongkończyka w drugiej i trzeciej rundzie będzie szwankować. Ale nie mam pojęcia czego się spodziewać po Mongolijczyku, który ma rekord 1-2.

Przewidywane kursy: Alain Ngalani- 1.28, Ariunbold Tur-Ochir- 4.54

-W następnym pojedynku swój debiut zaliczy Hindus Rahul Raju. Jego statystyki wyglądają dosyć ciekawie. W swojej zawodowej karierze stoczył 6 pojedynków, z czego 5 razy wygrał, wliczając w to 2 nokauty i 2 poddania. Walczy w naprawdę dobrym klubie, jakim jest Juggernaut Fight Club. Ponadto wygrał wszystkie trzy pojedynki amatorskie. Walczył w dwóch niezłych organizacjach: URCC i Singapore FC. Dysponuje niezłym kung-fu i przyzwoitą siłą ciosu, choć w ostatnich walkach pokazał przede wszystkim niezłe zapasy. W walce z Paulusem Sinulinggą błyskawicznie obrócił obalenie przeciwnika na swoją korzyść i okrutnie porozbijał Indonezyjczyka. Pytanie jest takie, czy Shannon Wiratchai to nie za wysoki poziom dla Hindusa, który w swojej dotychczasowej zawodowej karierze nie pokonał ani jednego przeciwnika z pozytywnym rekordem.

Wiratchai choć nie jest jeszcze tak starym zawodnikiem, ma 29 lat, to swój debiut zaliczył dawno temu, na piątej gali Pride of a Nation. Pojedynek zakończył się wynikiem No Contest, a od tego czasu w klatce ONE pojawił się osiem razy, z czego wygrał aż sześć pojedynków. Trudno określić jego najmocniejszą płaszczyznę, bowiem jego atutem jest właśnie innowacyjne i niespodziewane łączenie elementów z wszystkich sztuk walki: od muay thai, przez zapasy, aż do brazylijskiego jiu-jitsu. Jest twórcą nazwanego swoim pseudonimem niekonwencjonalnego stylu stójki “OneShin Striking System”. Tylko z jego gardą różnie bywa, gdyż jego obrona w stójce skupia się w dużym stopniu na head-movemencie, a jak już jego przeciwnik trafi- na wytrzymałości szczęki. Taj nie odniósł jeszcze żadnej porażki przez skończenie. Ostatni raz walczył w grudniu, kiedy to musiał uznać wyższość Rasula Yakhyayeva. Tym samym przerwał swoją serię sześciu zwycięstw, w której pokonał min. Amira Khana. Zawodnik Bangkok Fight Lab będzie faworytem w tym starciu, bowiem Rahul Raju z nikim porządnym się nie zmienił i ma znacznie mniejsze doświadczenie niż “OneShin”.

Przewidywane kursy: Rahul Raju- 6.25, Shannon Wiratchai- 1.19

 

 

 

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *