Alain Ngalani ujawnia swoje plany na przyszłość

Jeden z najbardziej doświadczonych i rozpoznawalnych zawodników wagi ciężkiej- Alain Ngalani zdradził woje plany na przyszłość. Hongkończyk za niecałe dwa tygodnie zmieni się z debiutantem Ariunboldem Tur-Ochirem w wadze ciężkiej. Najprawdopodobniejszą opcją by był rajd po pas Brandona Very albo przejście na emeryturę 42-letniego zawodnika. A jednak Ngalani ma nieco inne plany.

Przez niemal całą karierę Alain Ngalani przeplata zwycięstwa z porażkami zarówno w wadze ciężkiej, jak i półciężkiej. Nie wydaje się jednak wcale, żeby od następnej walki Hongkończyk rozpoczął wielką serię zwycięstw z mocnymi przeciwnikami- wprawdzie następny oponent- Ariunbold Tur-Ochir ma rekord 1-0, ale Ngalani ma już 42 lata i raczej nie wierzę w znaczący progres na plus jego umiejętności. Jednym słowem- kariera barwnego i charakternego zawodnika powoli dobiega końca.

Sądząc jednak po ostatnich słowach Ngalniego w jednym z wywiadów- kończyć kariery wcale nie zamierza, za to ma zamiar rozpocząć rajd po pas wagi półciężkiej i ma na oku rewanż z mistrzem. 

Ostatni raz był widziany w akcji w listopadzie, kiedy to w superwalce w wadze “open” bardzo szybko uległ obecnemu podwójnemu mistrzowi kategorii półciężkiej i średniej Aung La N’ Sangowi w superwalce na gali Hero’s Dream. Po całkiem spokojnym początku reprezentant Myanmaru chciał w zapaśniczym stylu sprowadzić walkę do parteru. Jak wiemy- parter nie jest zdecydowanie domeną Alaina Ngalaniego. Na początku jednak Hongkończyk urodzony w Kamerunie radził sobie całkiem przyzwoicie, na niecałą minutę nawet wszedł w półgardę i zasypał gradem ciosów N’ Sanga. Przez kolejne 2 minuty również miał kontrolę nad tym co się dzieje i dalej obijał N’ Sanga, choć ze znacznie mniejszą siłą i szybkością. Skończyło się jednak bez niespodzianki. Reprezentant Myanmaru wykorzystał zmniejszającą się siłę i dynamikę Ngalaniego i ostatecznie wstał do stójki, gdzie przy siatce “zdobył głowę” nieco zdrętwiałego przeciwnika i ostatecznie poddał gilotyną.

Po walce z N’ Sangiem Ngalani powiedział, że dzięki porażce zyskał olbrzymią dawkę doświadczenia i rozsądku.                                                 -Przed walką skupiałem się na obronie przed różnymi dźwigniami. Nie wiedziałem, że chce mnie poddać gilotyną- mówił Hongkończyk po klęsce.

Podsumowując: Doświadczenia zawodnika słynącego z olbrzymiej siły ciosu z Aung La N’ Sangiem- nie są zbyt miłe.

Hongkończyk ma jeszcze jedną walkę w kategorii półciężkiej- z niedawną ofiarą wspomnianego mistrza, Aleksandrem Machado. Wynik tej walki nie był jednak wcale lepszy niż tej z mistrzem.

Jak zwykle- przez pierwsze kilkadziesiąt sekund przeważał Ngalani. Udanie (choć desperacko) bronił się przed obaleniem, obijając bardzo wieloma ciosami z góry Brazylijczyka. Były to jak zwykle strzały różnorodnej szybkości, o różnej sile i bez większej płynności i taktyki, ale grunt że mocno porozbijały twarz “Bebzao”. Później jednak Hongkończykowi wyraźnie brakowało sił i Brazylijczyk dopiął swego i sprowadził walkę do parteru. Tam- pasywnie i niemal bez ruchu tkwił przez prawie 2 minuty. Zainkasował wówczas kilkadziesiąt ciosów z góry odwracając się tylko raz, co oczywiście nie dało żadnych efektów. Od duszenia zza pleców chroniły go tylko ręce, które uporczywie trzymał. Pod koniec Brazylijczyk zaatakował balachą na rękę, jednak popełnił przy tym błąd i Ngalani przez chwilę miał jeszcze przewagę rozbijając Brazylijczyka przy siatce. Ostatecznie “Bebzao” udało się odwrócić pozycję i runda zakończyła się w klinczu. Z powodu olbrzymiego zmęczenia bardzo długo musiał się zbierać do walki, ale ostatecznie zdecydował się jeszcze zawalczyć. Runda druga zaczęła i skończyła się dla Ngalaniego bardzo źle. Hongkończyk już praktycznie nie walczył, bardzo łatwo oddał dosiad Brazylijczykowi i po rozpoczęciu nawałnicy ciosów- obolały Ngalani odklepał.

Podsumowując-  po poddaniu przez reprezentanta Myanmaru i brutalnym Ground and pound “The Panther” nie ma na razie zbyt dobrych skojarzeń z wagą półciężką. Choć z drugiej strony- jeśli przegra z Mongolijczykiem na gali Iron Will, to rozwiązanie mogłoby mieć w sumie sens. Ale z kolei mistrz Aung La N’ Sang zapewne nie garnie się do rewanżu i chciałby zawalczyć z godnym pretendentem, albo nawet zaatakować pas Brandona Very. Jednak: do odważnych świat należy!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *